Rok z aparatem

13 września 2020

Tym razem będzie o nieco innym aparacie, ale w ostatnich miesiącach nieodstępującym mnie ani na chwilę. Jak tylko głośno powiedziałam rok temu, że chcę założyć aparat ortodontyczny pojawiało się wiele sprzecznych reakcji. Jednak, od początku. Na szczęście nigdy nie miałam jakiś większych problemów z zębami, ani pod kątem stomatologicznym, ani też ortodontycznym. Jeśli chodzi o ten drugi aspekt, to o ile nie był on bardzo uciążliwy "technicznie", to bardzo irytował mnie pod kątem estetycznym. To była przemyślana i dojrzała decyzja, bynajmniej nie popchnięcie przez panującą modę na aparaty ortodontyczne. 

Najczęściej padającym zdaniem w kontekście tej decyzji było: "Po co ci to, przecież masz ładne zęby." Nie były w złym stanie, ale nie były też w pełni zadowalające i choć poszłam do ortodonty głównie z powodu poprawy estetyki, to okazało się, że jednak jakaś tam wada jest i z pewnością nie będziemy zakładać nic na ozdobę, ale po to, by w przyszłości uniknąć poważniejszych nieprzyjemności. Jeśli traficie na dobrego lekarza, to nawet nie wpadnie na pomysł, żeby założyć aparat, bo taki macie kaprys, jeśli jest to zupełnie bezpodstawne - to tak w kontekście mody na aparaty ortodontyczne.

Zanim umówiłam się na wizytę, rozmawiałam z wieloma osobami noszącymi aparat ortodontyczny, pytałam o opinie i tak trafiłam do godnego polecenia Ortodonty. 

Jak to wszystko wygląda od zaplecza? 

Pierwsza wizyta, to rzecz jasna kwestia organizacyjna, przedstawienie swojego punktu widzenia i poznanie ogólnego toku leczenia. Ja byłam zdecydowana, więc od razu na pierwszej wizycie zrobiłam także zdjęcia i odlew szczęki. Kolejna wizyta to już poznanie szczegółów problemu oraz indywidualnego planu leczenia, można się zastanawiać lub od razu popisać umowę - co też zrobiłam. Zatem trzecia wizyta w moim przypadku to już było założenie aparatu. Kolejne wizyty następują w odstępach 1-1,5 miesiąca. 

Kluczowe pytanie - czy to boli?

Myślę, że to kwestia bardzo indywidualna, w pierwszej kolejności zależna od tego jaki problem będzie leczony, a dalej, jaką masz wytrzymałość na ból. 😊

W moim przypadku zakładanie nie wiązało się z żadnym bólem, wiadomo czuje się, że coś się dzieje, ale nie określiłabym tego jako ból. Pamiętam, że zaraz po założeniu jadłam obiad bez żadnych trudności, po kilku godzinach przy gwałtownym zaciskaniu szczęki czułam, że coś pobolewa, jednak to też nie był ból nie do wytrzymania, czy nieustanny i trwał ok. 3/4 dni, po czym aparat nie dawał już żadnych oznak. Oczywiście na początku trzeba się przyzwyczaić do niego, osobiście miałam wrażenie, że widać go nawet przy zamkniętych ustach, że mam taką "wypchaną" buzię. Na szczęście nie miałam też problemów z otarciami policzków, choć na to również jest rada - w takim miejscu na zamek nakleja się specjalną "plastelinkę" chroniącą przed otarciami. 😊

Kolejne pytanie - jak jeść? 

Normalnie - przynajmniej w moim przypadku. Wiem, że niektórzy nie są w stanie gryźć przez jakiś czas. Przez pierwsze miesiące jadłam zupełnie normalnie, zdarzało się, że po wizycie i wymianie drucików trochę bolało przy jedzeniu twardszych produktów, ale to też trwało kilka dni i na dobrą sprawę nie przeszkadzało jakoś specjalnie. Bynajmniej nie musiałam niczego miksować, czy jeść tylko płynnych produktów. Przynajmniej przez pierwsze miesiące. Po ok. 5 miesiącach założono mi dolny łuk aparatu - i tu już nie było tak kolorowo. Pierwsze dni po założeniu były bardziej uciążliwe niż przy górnym łuku. Od tego momentu też bardziej musiałam uważać na to co jem, przynajmniej przez pierwsze kilka dni, później już przyzwyczaiłam się i ani dolny, ani górny łuk nie dawały o sobie znać. Jak do tej pory najgorszy był dla mnie miesiąc poprzedzający sierpniową wizytę - w lipcu dodatkowo zostały "zamocowane" mi "pinezki" na górnych jedynkach od wewnętrznej strony oraz gumki łączące oba łuki, ale na pocieszenie wróciły też klasyczne gumeczki na zamkach.
Tutaj trzeba zaznaczyć, że te kolorowe gumki widoczne na zdjęciach u osób noszących aparat to nie jest jedynie ładny dodatek, ale one też mają swoje zadanie, więc nie zawsze są zakładane - pierwsze nosiłam je chwilę, później kilka miesięcy nie, a teraz znów je noszę. 😊
Wspomniane wyżej "pinezki", to taka moja robocza nazwa, bo nie mam pojęcia jak się to fachowo nazywa, po kształcie kojarzy mi się z tymi kolorowymi pinezkami biurowymi. I to jest, a właściwie było, bo już się przyzwyczaiłam, chyba najbardziej uciążliwe. Pierwsze dni to była naprawdę ciężka przeprawa, nie bolało, ale przeszkadzało w mówieniu, musiałam się bardzo pilnować, żeby nie seplenić i przeszkadza to także w jedzeniu, bo jednak trochę "blokuje" gryzienie. Także drugi miesiąc trochę bardziej przebieram w przekąskach, które podjadam w ciągu dnia. Natomiast przy obiedzie zdejmuję boczne gumki łączące oba łuki i wtedy już swobodnie mogę jeść. 😊

Czystość. 

Higiena jamy ustnej w czasie noszenia aparatu ortodontycznego wymaga naprawdę szczególnej uwagi. W pierwszej kolejności to idealny moment na przerzucenie się na szczoteczkę soniczną. Szkoda czasu i nerwów, na szczoteczkę manualną, którą i tak nie wyczyści się prawidłowo zębów. Istotne jest, aby to była szczoteczka soniczna, a nie elektryczna, ponieważ różnią się one ruchami, soniczna lepiej sprawdza się przy aparacie ortodontycznym. Choć niektóre szczoteczki mają końcówki wymienne specjalnie do aparatów, więc warto się rozejrzeć. Przedział cenowy szczoteczek jest ogromny, także produktów jest do wyboru, do koloru. Ja swoją kupowałam na szybko, w sklepie, gdzie nie było zbyt dużego wyboru, ale akurat była promocja, więc wybrałam model Łucznik, ze stacją do ładowania, dwoma wymiennymi końcówkami oraz trzema trybami szczotkowania. Wykonuje 35 tys. ruchów na minutę, bateria trzyma dość długo - ładowałam ją do tej pory ok. 3 razy. Ma ustawioną zalecaną długość szczotkowania, co jest bardzo wygodne. Jestem zadowolona. 😊

Koszty leczenia. 

Nie ukrywajmy, nie są to tanie przyjemności, choć oczywiście wszystko jest zależne od wielu czynników, m.in., danego gabinetu, rodzaju sprzętu, wady, a za tym koniecznej długości leczenia, czy nawet miejscowości. Myślę, że po zakończeniu mojego leczenia pojawi się jeszcze jeden podobny wpis i tam te informacje będą konkretniejsze. Jednak po pewnym rozpoznaniu cenników, myślę, że w przypadku aparatu z metalowymi zamkami, który jest chyba jednym z najpopularniejszych, trzeba liczyć, że koszt jednego łuku, to ok. 2000 zł. W zależności od wady po zakończeniu leczenia, zostaje z nami aparat ruchomy, zakładany okresowo, co wiąże się z niższymi kosztami, bo od ok. 500 zł, lub też aparat stały co jak wyżej, jest kosztem ok. 2000 zł. 
Są też inne rodzaje aparatów m.in. tzw. estetyczny, którego zamki są przeźroczyste, jednak z tego co czytałam i słyszałam, podobno jest on słabszy w działaniu, a zamki lubią żółknąć, co estetyczne wcale nie jest. Są też aparaty porcelanowe, kryształowe, czy jeszcze różne inne, mniej lub bardziej widoczne, co oczywiście wiąże się z ceną. Rok temu całkiem sporo czytałam różnych różności na temat rodzajów aparatów, nakładek etc., jednak po konsultacjach aparat metalowy wydaje się najrozsądniejszym wyborem, również pod względem finansowym. 

I na sam koniec, czy zdecydowałabym się na założenie aparatu również dzisiaj? 

Zdecydowanie tak, chociaż już trochę nie mogę się doczekać jak go zdejmę i zobaczę efekt końcowy. Trochę też tęsknię za swobodnym jedzeniem chrupiącego chlebka, czy podjadaniem innym smakołyków, na które teraz uważam, żeby nie uszkodzić aparatu. Jednak wcale nie męczy jego noszenie, nie boli, nie przeszkadza, za kilka miesięcy pewnie będę się przyzwyczajać do jego braku. Na ten moment i tak już jestem zadowolona, bo czuję poprawę tego co jest w trakcie korygowania. 😊 Kto się waha, jak najbardziej polecam wybrać się na konsultację, zdrowy i przy okazji piękny uśmiech to ponadczasowy must-have! 😊


                                                                                                       Pozdrawiam! ♥




0 komentarze

Publikowanie komentarza

Dziękuję za pozostawienie po sobie śladu! :)

Prawa autorskie

Zdjęcia opublikowane na blogu są moją własnością i nie zgadzam się na wykorzystywanie ich bez mojej zgody. W innym wypadku to będzie kradzież.